niedziela, 17 listopada 2013
Kompleks blogera
Blog to coraz popularniejszy sposób wyrażania siebie i komentowania otoczenia, który jednych denerwuje, innych zadziwia, kolejnych inspiruje. Wyraźny jest jednak konflikt pomiędzy blogerami a dziennikarzami. Ci pierwsi często na siłę próbują udowodnić, że dziennikarstwo to przeżytek.
Blogerem w ciągu kilku minut może zostać każdy. Wystarczy wybrać jedną z wielu oferowanych platform i zacząć pokazywać internetowemu otoczeniu, co nam w duszy gra. Blog może być narzędziem promocji, pamiętnikiem, albumem fotograficznym, czy naszym małym kinem, w którym będziemy prezentować nasze filmowe dokonania. Blogerzy to także, jak wspomniałam na początku, wciąż rosnąca grupa. Często nieco przytłaczająca, hałaśliwa, robiąca dużo szumu i promująca się również dzięki wskazywaniu błędów innych. I choć jako dziennikarz narzędzia nie krytykuję, bo przecież sama z niego korzystam, to coraz częściej widzę, że niektórzy zbyt poważnie traktują swoją blogerską misję.
Prawdziwego dziennikarstwa już nie ma
Do napisania kilku słów na temat blogerów i ich podejścia do dziennikarstwa zmotywowała mnie prelekcja Bartosza Idzikowskiego i Tomasza Kudły, którzy pojawili się we Wrocławiu na konferencji Marketing Progress. Panowie swoją wspólną wypowiedz zatytułowali "Plakat, ulotka czy bloger - kto lepiej sprzeda historię Twojego wydarzenia? Krótka historia pana zasięgu, pani strategii oraz pewnej wpływowej rodziny". Strona wizualna, czyli prezentacja, była świetnie przygotowana, a zawarte w niej informacje podano w bardzo przyjemnej formie. Jednak pomimo przedstawionego tematu niejednokrotnie można było usłyszeć zarzuty, jakie panowie kierowali w stronę dziennikarzy i dziennikarstwa. Dlaczego? Miałam wrażenie, że po prostu coś im siedzi na sercu i chcą się koniecznie tym podzielić z otoczeniem. Padło wiele porównań dotyczących dziennikarzy i blogerów. To trochę tak, jakby porównywać pracę motorniczego i pilota.
W czasie wystąpienia padło hasło "Nigdy nie widziałem obiektywnego dziennikarstwa". Po takich słowach dalszą część prelekcji traktuje się z dużym przymrużeniem oka, a do stawianych przez przemawiających tez podchodzi się ostrożnie. Tym bardziej, jeśli padały podczas konferencji skupiającej się na eventach. Ale nie od dziś wiadomo, że jak chce się wypaść w dobrym świetle, warto kogoś postawić w cieniu. Oczywiście najlepiej pod nieobecność tego "kogoś".
Panowie przypominali także, co bloger może, a czego dziennikarzowi nie wolno, jakie możliwości są po stronie blogerów i jak bardzo wyprzedzili już dziennikarzy. Z kontekstu można było wysnuć, że otoczenie dziennikarzy jest strasznie nudne, niedouczone, ksenofobiczne i nieobiektywne. Po czym padła anegdotka, jak to na jedną imprezę przyszedł Łukasz Jakóbiak i Tomasz Machała, i jak to ten pierwszy dostał najnowszy model smartfona z przekonaniem, że doskonale go wykorzysta i jednocześnie popromuje znaną markę, a Tomasz Machała, dziennikarz, musiał się zadowolić notesikiem i materiałami prasowymi w formie papierowej. Ach, ci nieobiektywni dziennikarze.
Panowie sprawiający wrażenie zadowolonych z siebie i z życia, spełnionych, innowacyjnych i pewnych siebie zdecydowanie powinni bardziej rzeczowo przedstawić to, co sami mają do zaproponowania, a nie przywoływać populistyczne hasła. Choć niestety to coraz częstsza domena blogerów (oczywiście nie wszystkich) pojawiających się na możliwie dużej liczbie imprez, na których albo w coś grają, albo śpiewają, albo po prostu są głośni.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)