Przed każdą ważną rozmową, przed wywiadem, mam w głowie zdanie, które spotyka dziennikarzy - i tych początkujących, i tych mających za sobą wiele lat pracy. "Ma pani trzy pytania, ani jednego więcej". Przygotowując się do wywiadu, mając spisanych w notatniku kilkanaście czy kilkadziesiąt pytań, już pod koniec pracy otwieram brudnopis i zastanawiam się, które z nich wybrałabym jako te jedyne, które mogę zadać.
Pierwszym wywiadem, do którego się przygotowywałam, który mnie stresował i zajmował myśli, była rozmowa z prof. Markiem Belką. Wtedy nie było nawet mowy o trzech pytaniach - mogłam zadać jedno, które albo rozwinie wypowiedź, albo skróci ją do odpychających kilku słów, z których nic nie będzie. To była nauka na własnej porażce, bo nie dość, że pytanie nie było zbyt błyskotliwe, to jeszcze problemy ze sprzętem i chrząkająca za plecami konkurencja z dużych stacji spowodowały, że wywiad okazał się marną próbą zagajenia do rozmówcy - mimo wszystko sympatycznego i wyrozumiałego. Ale jako nauczka na przyszłość chyba na zawsze będę mieć z tyłu głowy te najważniejsze pytania, które nawet z zaskoczenia wywołane rozpoczną rozmowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz